Środek kwietnia przyniósł pierwszy katar u Jeremiego. Miał trwać tydzień, niestety, przeciągnął się na dłużej. Jeremi ciężko oddychał i strasznie żal mi było Maluszka, który mimo wszystko pokazywał wielką radość życia. A ja napisałam wierszyk, by odpędzić wstrętny katar!
Dopadł katar Jeremiego
Jeremiego dopadł katar;
Z dużą siłą katar natarł!
Wybrał nosek Jeremiego,
Bo jest dobry do wszystkiego.
Kręcić można noskiem śmiesznie,
Można marszczyć go pociesznie,
No a dziurki dwie okrągłe
Zamieszkiwać można ciągle!
I zamieszkał katar w nosie;
Takie nieproszone prosię!
Jest nieznośnym lokatorem,
Wybrał sobie świetną porę!
Bo to właśnie przyszła wiosna;
Do pogody słońce wniosła.
Zamiast chodzić na spacery,
W domu jest z katarem Jerry!
Katarzysko się rozwija,
Minął dzień i drugi mija;
Męczy katar Jeremiego,
Nie ma sposobu na niego!
I tak przeszedł tydzień cały;
Prychał, kichał Jerry mały!
Ale, gdy tydzień upłynął
Katar Jeremiemu minął!
Bo leczony, czy też nie,
Po tygodniu kończy się!
Kończy się pomieszkiwanie
W cudzym nosku, drogi panie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz