niedziela, 17 sierpnia 2014

W poczekalni

Od pewnego czasu Jeremi bardzo lubi bawić się w lekarza. Ja jestem jego asystentką, która wchodzi do gabinetu z kolejnym pacjentem i opowiada o jego dolegliwościach. Potem Jeremi przystępuje do badania i wydania zaleceń. Czasami przykleja choremu plaster na bolące miejsce lub wsypuje do pyszczka tabletki ( na niby). Pacjentami są w przeważającej liczbie zwierzątka-pluszaki, ale jest też lalka po Mai. Zabawa trwa zwykle do momentu, gdy Jeremi rzuci okiem na samochody. Wtedy torba lekarska idzie na półkę...

W poczekalni


W poczekalni u doktora
jest gromadka zwierząt chora.
Kotu, gdy śpi, burczy w brzuchu,
sowa mówi tylko "uhuuuuuu",
sarna wszystkich wciąż się boi,
żółw choć idzie, prawie stoi,
zebra ma na ciele paski,
a krokodyl pysk zbyt płaski,
hipopotam ma nadwagę,
małpie trudno o powagę,
koń ma zęby jak łopaty,
a żyrafa ciało w łaty,
struś zatrzymać się nie może,
jeleń zgubił gdzieś poroże,
płacze  w kącie smutny dudek,
że na głowie nosi czubek,
a papuga znieść nie może,
piór, co w szarym ma kolorze...

Doktor zbadał każde zwierzę,
teraz myśli skąd się bierze
przekonanie w zwierząt głowach,
że normalność to choroba.

środa, 28 maja 2014

Nowa publikacja


Książeczka z moją bajeczką "Najlepiej na świecie"






Ciotka na rolkach



Ciotka na rolkach



W czasach dzisiejszych nie jedna Polka, lubi pojeździć sobie na rolkach. I w Łodzi pewna ciotka Jadwiga, na takich rolkach też chętnie śmiga. A to na pocztę, a to do kina, zgrabnie na rolkach ciało wygina. Jeździć potrafi ciotka Jadwiga, lecz z hamowania jest zawsze „figa”! Dlatego z planów nic nie wychodzi, bo ciotka krąży po całej Łodzi. Co zaplanuje, zawsze w łeb bierze, choć plany wszystkie są na papierze. Do pralni musi oddać dziś pranie, jest już u celu, ale nie stanie. Robi kolejne, szóste podejście i wciąż omija do pralni wejście. Ciąży jej wielka z pościelą paczka, już nie ma siły ciotka, biedaczka. A jeszcze przed nią fryzjer, krawcowa, czeka na odbiór jej suknia nowa. Ma także w planach, późnym wieczorem, iść na spotkanie z pewnym aktorem. Tymczasem prania wciąż nie oddała, choć z dziesięć razy pralnię mijała. Martwi się ciotka, wszystko w łeb bierze. Może załatwię to na rowerze?

poniedziałek, 26 maja 2014

Słoń w kinie

Zupełnie przypadkowo odnaleziony wierszyk...



Słoń w kinie


Słoń wybiera się do kina, a że późna jest godzina chce pojechać na rowerze. Z rowerowni rower bierze, siada... trach! Jest niewesoło, pękło z hukiem tylne koło. Myśli słoń:

 - Pojadę może na skuterze lub motorze?


Z planów jednak nic nie wyszło, bo zbyt małe było wszystko.

- Może tramwaj lub autobus dzisiaj mi zapewni dowóz?

Słoń popędził za tramwajem. Na przystanku tramwaj staje. Chociaż w środku miejsce było, nie wsiadł słoń, a pchał się siłą. Drzwi za wąskie, słoń za duży, jak tu myśleć o podróży?

W końcu poszedł na piechotę. Zmęczył się, odpocznie potem, bo już bardzo jest spóźniony. Zajął miejsce z prawej strony, w drugim rzędzie pod ekranem, przed wąsatym, chudym panem. Jedno miejsce... trochę mało, kilka by mu się przydało. Gdy słoń siadł, wybuchła wrzawa. Co się stało? Jaka sprawa?

Ludzie krzyczą z wszystkich stron: - Skąd na sali wziął się słoń? Cały ekran nam zasłania, tu nie będzie oglądania!

Słoń prostuje się i zwija, już go boli grzbiet i szyja. Nie dość, że mu niewygodnie, przyciął sobie krzesłem spodnie. A dokoła trwają wrzaski, ryki, gwizdy i oklaski. Nie wytrzymał słoń, wstał z krzesła, ochota na film mu przeszła.

środa, 9 kwietnia 2014

"Usiądź babciu ze mną na parapecie"



Dawno nic nie pisałam na blogu. Dzisiaj temat wierszyka podsunął mi Jeremi. Gramoląc się na parapet, powiedział do mnie: "usiądź babciu ze mną i potiwamy tat nodami", a usadowiwszy się wygodnie zaprezentował machanie lewą i prawą nóżką. Babcia, czyli ja, nie dała rady wcisnąć się na parapet, ale parapet też mógłby nie dać rady;), ale napisała dla Jeremiego dwa wierszyki. Żeby nie było, że babcia tylko o babci pisze;)




Babcia na parapecie


Jest taka babcia w pewnym powiecie, co lubi siedzieć na parapecie. Siedzi tak sobie całymi dniami  i ciągle macha dwiema nogami. Kiedy siedzeniem się babcia znudzi,(na hulajnodze pędzi do ludzi) jedzie rowerem do wsi,  do ludzi. Macha nogami; jedną i drugą, nim się obejrzy już jest za strugą. Domy znajomych widzi w oddali, do rozmów z ludźmi babcia się pali. Czasami nie chcą stanąć jej nogi, machając ciągle zbaczają z drogi. I znów jest babcia na parapecie, wiecie co robi? No, chyba wiecie!

Zimą, gdy tęgie przychodzą mrozy, babcia przypina do butów płozy. Macha nogami po śliskim lodzie, bo ponoć jazda jest zimą w modzie. Wiosną się huśta babcia w ogródku. Macha nogami, wpierw powolutku, potem dodaje prędkości nogom. Machają szybko, szybciej nie mogą, aż wiatr się zrywa w tej okolicy. Raz porwał kwiaty z babci spódnicy. Wróciła wtedy smutna do domu, nie powiedziała o tym nikomu. Na parapecie znów siadła babcia, machała sobie nogami w kapciach.






Szelki dziadka


Jest taki dziadek w mieście niewielkim, co do swych spodni przypina szelki. Spodnie trzymają się dobrze brzucha, bo brzuch jest wielki niczym poducha! Z brzuchem jest ciężko chodzić dziadkowi, dlatego siedzi i nic nie robi. No, prócz jedzenia i picia wody, którą się raczy wciąż dla ochłody. I bardzo dobrze by się mu żyło, gdyby ubranie się nie kurczyło. Nim minie tydzień, nawet nie cały, już sweter w brzuchu robi się mały. Za  małe też są dziadkowe spodnie, siedzieć w tych spodniach jest niewygodnie! Babcia wciąż z igłą chodzi po domu, bo chce dziadkowi w kłopocie pomóc. Szyje mu nowe spodnie naprędce, aż ma igłami pokłute ręce. Na drutach robi swetry dla dziadka, najlepsza z wszystkich, bliska sąsiadka. Bardzo starają się obie panie, lecz wszystko na nic. Czy to przez  pranie? Wystarczy wsadzić spodnie do pralki, a po wyjęciu są jak dla lalki? Taką teorię ma właśnie dziadek, który zajada drugi obiadek. Codziennie wcina tłuściutkie kury, a w nowych spodniach są już dwie dziury!